Archiwum aktualności

Archiwalne wydanie tygodniowe: 07.02-13.02.2005 r.

Przemyśl

Pod znakiem zapytania...
* Już za niespełna trzy miesiące Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej powinno przekazać użytkowany od ponad pół wieku budynek kurii greckokatolickiej. Tymczasem ciągle nie ma pewności, czy ta zasłużona instytucja otrzyma pieniądze na budowę swojej nowej siedziby. Przygotowania do budowy nowego gmachu muzeum miały się rozpocząć już w ubiegłym roku. Na centralnie położonym placu Joselewicza nic się jednak nie dzieje. Ministerstwo Kultury opóźniło o kilka miesięcy przekazanie 3 milionów zł na pierwsze prace w terenie. Dyrekcja muzeum zapewnia, że rozpoczną się na pewno. Nie wiadomo tylko, kiedy. Budowę pierwszego muzealnego budynku w powojennej Polsce ujęto w wieloletnim planie inwestycyjnym województwa podkarpackiego. W budżecie zarezerwowano 1,2 mln zł. Pieniędzy wystarczy na wykonanie projektu nowego gmachu. Brakujących 18 milionów zł muzeum szuka w funduszach europejskich. Wniosek w tej sprawie muszą najpierw zaakceptować wojewoda i marszałek województwa. Muzeum ma coraz mniej czasu. W kwietniu jego obecną siedzibę przejmie przemyska kuria greckokatolicka. Nie wiadomo, gdzie się wówczas podzieje 96-letnia instytucja.
- Ksiądz arcybiskup Jan Martyniak wstępnie zgodził się przedłużyć termin użytkowania naszej obecnej siedziby o kolejne trzy lata - mówi Mariusz Olbromski, dyrektor przemyskiego muzeum. - Nie ustaliliśmy jeszcze, na jakich warunkach. Obecna siedziba istniejącego od 1909 roku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej została w połowie lat 90-tych przekazana przez Komisję Majątkową kurii greckokatolickiej w Przemyślu. W muzealnych salach i magazynach zgromadzono kilkadziesiąt tysięcy często bezcennych pamiątek kultury narodowej. Według bardzo optymistycznych założeń nowy gmach ma powstać w 2007 roku, a łączny koszt jego budowy to około 25 milionów zł. Nawet 75 procent tej kwoty ma pochodzić z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Prawdopodobnie w zamian za przedłużenie terminu użytkowania przez muzeum swojej obecnej siedziby kuria otrzyma jakąś rekompensatę. Nieoficjalnie wymienia się m.in. XVI-wieczną cerkiew w Posadzie Rybotyckiej. (Nowiny)

* Poznałem nazwiska funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy mnie inwigilowali - mówi Andrzej Zapałowski. Trzy lata temu, jako jeden z pierwszych w Podkarpackiem, dostał od IPN teczkę z materiałami gromadzonymi na niego przez komunistyczną bezpiekę.
- Nie chodziło o zemstę. Byłem ciekawy, jakie przeciwko mnie prowadzono działania - mówi Zapałowski. Jako osoba publiczna (m.in. był posłem) chciał być uczciwy wobec wyborców i mieszkańców. Wiadomo, że teczkę z materiałami na siebie dostaje tylko osoba pokrzywdzona, która nie była agentem ani pracownikiem SB. Zapałowski podpadł ludowej władzy już w szkole w Przeworsku. Działał w niezależnym harcerstwie i związany był z opozycją. - Tu jest napisane, że uczestniczyłem w świniobiciu. Tutaj, że nie pojawiłem się na warsztatach szkolnych. Przecież to drobnostki - śmieje się Zapałowski. Tak nie uważali esbecy, którzy do obserwacji kilkunastoletniego ucznia wykorzystywali nawet kilku pracowników i dwa samochody. Później, na studiach w Krakowie, został na uczelni szefem, nielegalnego wówczas, Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Wtedy żarty się skończyły. Dwa razy był aresztowany, zabrano mu paszport. Karano grzywną, do rodziców nasyłano komornika.
- Niestety. Odnośnie rozpracowania mnie w Krakowie mam tylko pisemną informację, że były jakieś materiały, ale zostały w 1989 r. spalone - opowiada Zapałowski. (Nowiny)

Nie bój się. Zaryzykuj!
* Bezrobotny dotychczas Robert Hartman z Przemyśla zaryzykował i otwiera sklep z artykułami motoryzacyjnymi. Przemyślanin chce wymieniać się doświadczeniami z takimi jak on, którzy postanowili wziąć swoje sprawy w swoje ręce. 31-letni Robert Hartman pracował wcześniej w branży motoryzacyjnej, ale od wielu miesięcy, mimo poszukiwań zatrudnienia, pozostawał bezrobotny.
- W Przemyślu trudno znaleźć pracę osobom bez koneksji, więc doszedłem do wniosku, że nie ma co czekać na mannę z nieba - mówi Robert Hartman. - Postanowiłem otworzyć sklep motoryzacyjny, w którym będę sprzedawał części, akcesoria, chemię i oleje samochodowe oraz szereg innych artykułów motoryzacyjnych Dowiedział się, że osoby rozpoczynające działalność gospodarczą mogą zabiegać w Powiatowym Urzędzie Pracy o bezzwrotny kredyt na zakup niezbędnego sprzętu. To go zdopingowało do działania. W pobliżu swojego mieszkania wypatrzył lokal na sklep, dogadał się z dostawcami akcesoriów motoryzacyjnych. Złożył wniosek o kredyt z napisanym przez siebie biznesplanem.
- Mam nadzieję, że kredyt dostanę, choć w zasadzie będę mógł go wykorzystać tylko na zakup sprzętu komputerowego - mówi pan Robert. - Niestety, tych pieniędzy nie można przeznaczyć na zaadaptowanie pomieszczeń, reklamę, czy zakup towaru. Całe szczęście, że dostawcy zgodzili się poczekać na zapłatę za pierwszą partię. Jego zdaniem, ludzie muszą liczyć głównie na siebie. Podejście niektórych urzędników do osób podejmujących ryzyko prowadzenia własnej firmy pozostawia wiele do życzenia. - Trudno mówić o sprzyjającym klimacie dla osób z pomysłem na firmę, które nie mają własnego kapitału - dodaje przemyślanin. Niezrażony tym załatwił już niemal wszystkie formalności i w najbliższą sobotę otwiera sklep "Autopunkt" przy ulicy Dworskiego. Pomimo różnych niedogodności i kłopotów Robert Hartman zachęca podobnych mu młodych, bezrobotnych ludzi do realizowania pomysłów, które mogą odmienić ich życie.
- Powinniśmy wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję - podkreśla pan Robert. - Chciałbym zainicjować powstanie lokalnego forum internetowego, na którym rozpoczynający działalność gospodarczą wymienialiby się doświadczeniami. Zainteresowani mogą się kontaktować pod adresem e-mail: robhart@wp.pl. (Nowiny)

* Nieczęsto zdarza się, że na koncert do naszego miasta przyjeżdżają gwiazdy światowego formatu. Dzięki staraniom Igi Dżochowskiej z Centrum Kultury Japońskiej w Przemyślu 4 lutego wystąpił w Hali Sportowej czołowy japoński wokalista rockowy Kazufumi Miyazawa. Ten wszechstronny artysta zadebiutował w 1989 roku jako wokalista grupy rockowej The Boom, z którą nagrał 10 płyt. Największym osiągnięciem artystycznym i marketingowym Miyazawy było wydanie w roku 1993 płyty Shima uta (Pieśń z wyspy). Album sprzedał się w ilości półtora miliona egzemplarzy, a tytułowa piosenka stała się przebojem nie tylko w Japonii, ale również za granicą. Oprócz ożywionej działalności koncertowej Kazufumi Miyazawa jest uznanym aktorem telewizyjnym i filmowym oraz poetą. Dotychczas wydał 10 tomików poezji. Przemyski koncert był częścią europejskiego tournée artysty. Styl Miyazawy można określić jako fuzję klasycznego rock and rolla, funk z klasyczną muzyką japońską. W swych opracowaniach wykorzystuje "zelektryfikowane" instrumentarium rockowe, ale również dawne japońskie instrumenty ludowe. Wszystko to razem tworzy bardzo specyficzną aurę. W połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku Zespół Pieśni i Tańca "Mazowsze", odbył wielkie tournée po Japonii. Wynikiem jego była wielka popularyzacja w Kraju Kwitnącej Wiśni polskiej muzyki ludowej. Do dzisiaj piosenka Szła dzieweczka do laseczka jest w Japonii powszechnie znanym szlagierem. Ciekawe, czy Polacy potrafią odwzajemnić zamiłowanie Japończyków do kultury polskiej. Sądząc po zachowaniu części słuchaczy piątkowego koncertu, droga jeszcze daleka, ale niech żywi nie tracą nadziei... (Życie Podkarpackie)

Zlustrować magistrat?
* Radny Robert Majka chce, by prezydent Robert Choma i przewodniczący rady miejskiej Stanisław Radyk wystąpili do IPN o ujawnienie agentów służb specjalnych PRL, którzy mogliby obecnie zasiadać we władzach miasta, pełnić kierownicze stanowiska w urzędzie miejskim oraz w spółkach podległych miastu. Zdaniem radnego Roberta Majki, ujawnienie kto był agentem służb specjalnych (SB, WSI) w okresie PRL, pomoże uzmysłowić, w jak pogmatwanej rzeczywistości żyjemy. - Fakty ostatnich dni, opublikowanie listy IPN przez redaktora Bronisława Wildsteina i wyrzucenie go z redakcji Rzeczpospolitej potwierdzają, że obowiązuje w Polsce nadal subtelna cenzura w środkach społecznego przekazu, a życie społeczno-polityczne podporządkowane jest od 31.08.1998 roku układowi agenturalnemu, który toczy Polskę jak rak. Nasze stanowisko powinno być zdecydowanym sprzeciwem wobec faktu niszczenia człowieka za ujawnienie prawdy historycznej, którą wszyscy mają prawo znać - napisał Robert Majka w uzasadnieniu do wniosku. Zdaniem radnego, władze miasta powinny zająć stanowisko w tej sprawie. Radny chciał, by wniosek taki trafił do porządku obrad podczas sesji rady miejskiej 17 lutego. - Tego wniosku nie można poddać pod głosowanie. Ani prezydent nie może zlustrować swoich pracowników, ani ja nie mogę tego uczynić w stosunku do radnych - tłumaczy Stanisław Radyk, przewodniczący rady miejskiej w Przemyślu. Wyjaśnia, że ustawa nakłada na pewne osoby obowiązek składania oświadczeń, ale i ich nie można zlustrować "z zewnątrz". Dopiero rzecznik interesu publicznego może zakwestionować te oświadczenia. Nie dotyczy to jednak radnych. - Być może z tego zaczynu coś się urodzi. Wniosku radnego Majki pod głosowanie poddać nie można, ale rozesłałem go do wszystkich radnych. Słyszałem, że pewna ich grupa chce przygotować projekt rezolucji w tej sprawie. Być może w tej grupie będzie i radny Robert Majka - dodaje Stanisław Radyk. (Życie Podkarpckie)

* Państwo Gilowie mają dość upokorzeń, jakie spotykają ich na stare lata. Płacą czynsz, a mimo to właściciel kamienicy chce ich eksmitować. Ten stanowczo zaprzecza zarzutom o złym traktowaniu lokatorów. Uważa, że sami są sobie winni. Gilowie zajmują niespełna 40-metrowe mieszkanie na pierwszym piętrze starej kamienicy w centrum Przemyśla. Twierdzą, że po interwencji właściciela budynku odcięto im dopływ gazu. - Aby ugotować obiad, czy zagrzać wodę do mycia lub prania muszę chodzić do znajomej - mówi pani Olga. - Ciężko żyć. Jesteśmy z mężem schorowani. Właściciel budynku żali się, że Gilowie zepsuli mu wiele krwi. Rzeczywiście, wezwał pracowników zakładu gazowniczego, aby zapobiec tragedii.
- Końcówkę rury odprowadzającej spaliny z junkersa wetknęli do ubikacji, a nie do przewodu wentylacyjnego - tłumaczy. - Gaz przyłączyli sobie jeszcze za czasów poprzedniej właścicielki kamienicy, bez dokumentacji, na dziko. Gilowie mają więcej zarzutów pod adresem administratora. Przekonują, że każe im płacić ryczałt za zużywaną wodę, chociaż mają zainstalowany licznik.
- Owszem, posiadają licznik, ale prawdopodobnie kupiony na bazarze - broni się administrator. - Prosiłem o dokumenty poświadczające jego pochodzenie, czekałem na świadectwo legalizacji. Niestety, nie otrzymałem ich. Lokatorzy płacą za wodę, ale według własnego uznania. - Zużywamy niewiele wody, może 2, 3 kubiki miesięcznie - przekonuje Bogusław Gil. - Tymczasem ten pan żąda od nas pieniędzy za dużo więcej. Stosy dokumentów to dossier sporu. Właściciel kamienicy chce eksmitować Gilów. Uważa, że zalegają z opłatami za wodę. Sprawa jest w sądzie. Zwaśnione strony mają nadzieję, że Temida podzieli właśnie ich racje. (Nowiny)

* Ponad 2 miliony paczek papierosów i tylko 676 litrów alkoholu zarekwirowali w 2004 roku przemyscy celnicy. Przemyt "cygarów" rośnie. Spada natomiast ilość nielegalnie przewożonej wódki i spirytusu. Ich szmugiel jest po prostu nieopłacalny. Miniony rok był wyjątkowo pracowity dla służb celnych. Musiały dostosować się do nowych warunków wynikających z wejścia Polski do Unii Europejskiej. "Alina", Celina", "Intrastat" i "Taric" to nazwy systemów informacyjnych wdrożonych na granicy w celu usprawnienia obsługi podróżnych. W 2004 roku gwałtownie wzrósł przemyt papierosów. Spora różnica w ich cenie na Ukrainie i w Polsce sprawiła, że są do nas masowo szmuglowane. Ale nie tylko popularne papierosy rekwirowali inspektorzy celni. Odebrali też przemytnikom 8 tysięcy płyt z pirackimi nagraniami muzycznymi i filmami, podrobioną odzież i perfumy. Zdarzał się też przemyt egzotycznych towarów: kły mamuta i słonia, żółwie pustynne i stepowe. (Nowiny)

"Wirtualny" dyrektor...
* W ciągu miesiąca praktyk uczeń pozna obowiązki na każdym stanowisku pracy, np. w banku. "Wirtualnie" przejdzie wszystkie szczeble kariery. Będzie zwykłym referentem, kierownikiem małego działu, wreszcie dyrektorem. Pierwszy taki program praktyk w Podkarpackiem istnieje w przedsiębiorstwie symulacyjnym, które powstało przemyskim Centrum Kształcenia Ustawicznego.
- W prawdziwym banku czy urzędzie uczeń, który odbywa praktykę, nie jest dopuszczany do wszystkich dokumentów bądź programów komputerowych. Powodem jest ustawa o ochronie danych osobowych i różne inne tajemnice, których te instytucje muszą przestrzegać. Dlatego praktyka nie jest pełna - mówi Ryszard Miśniak, dyrektor CKP. Przedsiębiorstwo symulacyjne działa od tygodnia. Pierwsi zaczęli praktykę uczniowie z Zespołu Szkół Ekonomicznych. - Założyliśmy na niby, dla potrzeb praktyk, Przedsiębiorstwo Symulacyjne "Cekpol". Na oryginalnych programach komputerowych ćwiczymy wszystkie czynności wykonywane przez administrację biurową w prawdziwej firmie. Obracamy takimi samymi dokumentami i drukami - wyjaśnia nauczycielka Elżbieta Ams. Na razie zajęcia odbywają się na wspólnej sali. Za niedługo zostanie ona przedzielona na boksy, czyli minigabinety.
- Oprócz praktyk dla uczniów będziemy też organizowali zajęcia dla osób planujących prowadzić własną działalność gospodarczą - powiedział nam Jarosław Kuligowski, zastępca CKP. (Nowiny)

J A R O S Ł A W

Zostanie 150... reszta na bruk!
* Tylko 150 osób z ponad tysiąca trzystu może liczyć na dalsze zatrudnienie w upadłych zakładach dziewiarskich "Jarlan" w Jarosławiu. Zwolnienia pozostałych nastąpią już za trzy tygodnie. Tymczasem dla zwalnianych nie ma praktycznie żadnych ofert pracy. Założone w 1972 roku przedsiębiorstwo od dłuższego czasu przeżywało bardzo poważne problemy. W listopadzie zeszłego roku, gdy długi firmy wobec kontrahentów, dostawców prądu i gazu oraz ZUS sięgnęły 30 mln zł, sąd gospodarczy ogłosił upadłość "Jarlanu". Pracownicy mieli nadzieję, że na jego gruzach powstanie nowa, nieobciążona długami firma. Na razie jednak na to się nie zanosi. Syndyk, który przejął kontrolę nad bankrutującym zakładem, deklaruje, że chce utrzymać produkcję w halach "Jarlanu". Sęk w tym, że pracy wystarczy zaledwie dla 150 osób. Pozostałym pozostaje jedynie zarejestrowanie się w urzędzie pracy i bezrobocie.
- Taka armia ludzi to dla naszego regionu prawdziwy dramat. Powiększą oni i tak już ponaddziesięciotysięczną rzeszę bezrobotnych - powiedział Tomasz Oronowicz, starosta jarosławski. Samorządowcy narzekają, że trudno jest zainteresować problemem przedstawicieli władz. Ministerstwo Gospodarki i Pracy umywa ręce od dramatu przedsiębiorstwa. Od 1 marca w upadłym "Jarlanie" syndyk zacznie przyjmować do pracy 150 osób ze zbankrutowanej fabryki. Jest też pewna nadzieja, że nowe miejsca pracy powstaną w jarosławskim oddziale producenta tapicerki samochodowej - koncernu "Lear". Obecnie pracuje tam 500 osób, zgodnie z planami inwestycyjnymi do końca roku zatrudnienie ma wzrosnąć o 300 osób. (Super Nowości)

* Już za kilka dni wyjaśni się, czy powiat jarosławski zyska kolejnego niemieckiego inwestora. Nowe miejsca pracy chcą w powiecie tworzyć także dwie inne niemieckie firmy. To efekt podjętej kilka lat temu przez powiat jarosławski współpracy z niemieckim powiatem Schönebeck. Dzięki niej w gminie Laszki, w specjalnej strefie ekonomicznej, zainwestowała niemiecka firma S&W Verpackung. Obecnie zatrudnia ona 24 osoby, ale w tym roku chce zwiększyć zatrudnienie do 80 osób. Starosta Tomasz Oronowicz, który przebywał niedawno w Niemczech na zaproszenie trzech powiatów (Bernburg, Schönebeck, Ohre), zapowiada kolejne inwestycje. Najpoważniejsze chce poczynić w powiecie firma Teutlow, zajmująca się szkoleniem pracowników dla dużych producentów różnego rodzaju energii odnawialnej. - Niemiecki koncern chce również uruchomić produkcję części do baterii słonecznych - zapowiada starosta. Swoją siedzibę w Jarosławiu chce utworzyć także firma Breithaupt&Philipp. - Zajmuje się ona transportem ciężkim, montażem, demontażem, rozbiórką i wysadzaniem. Są to usługi wykonywane dźwigiem ponadpięćdziesięciotonowym. Firma ta nie zatrudni może dużej liczby osób, ponieważ u nas mieściłoby się jej przedstawicielstwo na całą Polskę, czyli cała administracja. Ważne jest jednak to, że do miejskiej kasy wpływałyby jej podatki - mówi T. Oronowicz. Trzecia firma, która według informacji przywiezionych przez starostę z Niemiec, chce inwestować w powiecie jarosławskim, to EWS "Die Schuhfabrik" e.K. Jest to fabryka wysokiej klasy butów specjalistycznych. W Jarosławiu chce produkować części do tego obuwia i w tym celu planuje zatrudnić 30 osób. (Życie Podkarpackie)

Zbyt kosztowne...
* Urząd Miasta Jarosławia na ścieżki rowerowe i wydawnictwa z tym związane wydał już ok. 100 tys. zł. Z tego wykonanie i montaż tabliczek to wydatek ok. 24 tys. zł, resztę pieniędzy pochłonęły m.in. tłumaczenia, wydawnictwa czy wynagrodzenie kierownika projektu. Takie posunięcia wyraźnie nie spodobały się radnym miejskim. Temat ścieżek rowerowych zapoczątkowany został jeszcze w poprzedniej kadencji, kiedy obecny burmistrz Jarosławia, a ówczesny radny AWS, opracował ich szczegółową trasę. Z planów nic jednak nie wyszło, a temat po raz kolejny trafił na forum rady miasta we wrześniu 2003 roku - w momencie, gdy okazało się, że może ono pozyskać na ten cel środki z unii. Urzędnicy przygotowali wówczas wniosek o pozyskanie funduszy na stworzenie ścieżek rowerowych do Użgorodu na Ukrainie, partnerskiego miasta Jarosławia. Wiadomo, że na budowę tak odległej trasy potrzebne byłyby kolosalne wręcz środki, toteż burmistrz zapowiedział, że na początek będzie to trasa do zalewu w Radymnie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że rada do środków unijnych musiała dołożyć swoje 35 proc., a na to większość radnych się nie zgodziła. Swój sprzeciw argumentowali tym, że zostali postawieni przed faktem dokonanym, a o całej inwestycji dowiedzieli się z prasy. Twierdzili wówczas, że przy tak złym stanie dróg i chodników w samym mieście, nie chcą przeznaczać pieniędzy na inwestycje w innych gminach, przez które ścieżka miałaby przebiegać. Ostatecznie, po wielu dyskusjach, rada wyasygnowała odpowiednią kwotę na wspomniany cel i doszło do realizacji spornej inwestycji. Wprawdzie ścieżki zostały wytyczone, a tabliczki zawieszone dopiero po roku, ale trzy trasy rowerowe istnieją. Przez rok wydawało się, że temat ścieżek rowerowych nie istnieje, ale po pojawieniu się w mieście i powiecie tabliczek z symbolem roweru, powrócił on na nowo na obrady miejskich radnych. W kuluarach dyskutowali oni o zbyt wysokich środkach, nieadekwatnych - ich zdaniem - do końcowego efektu inwestycji. (Życie Podkarpackie)

P R Z E W O R S K

* Firma OK - Koncentraty Owocowe zakupiła część majątku po byłej cukrowni w Przeworsku. Wraz z jego częścią nowy właściciel chce przejąć na początek dziesięciu jej pracowników. Ponadto zdeklarował się zatrudnić w swojej firmie w ciągu trzech lat dodatkowo 50 osób. Obecna cukrownia jest własnością niemieckiego koncernu Sudzucker, spółki Cukier Małopolski SA w Kazimierzy Wielkiej koło Krakowa. Na terenie przeworskiej fabryki znajdują się biura, magazyny cukru i punkt skupu buraków cukrowych. Obecnie pracuje tu 68 osób. Część z nich zostanie przejęta wraz z zakupem fabryki przez nowego właściciela firmy OK oraz B&P. W halach po byłej cukrowni zostanie uruchomiona produkcja kompletnych zbiorników ze stali szlachetnych dla zakładów przetwórstwa owocowo-warzywnego. Władze koncernu Sudzucker wciąż poszukują przyszłych inwestorów, którzy podjęliby działalność i utworzyli nowe miejsca pracy dla byłych pracowników cukrowni i mieszkańców Przeworska. (Super Nowości)

Strefa przyciąga inwestorów
* Jest trzech konkretnych inwestorów, którzy chcą działać i stworzyć miejsca pracy w Tarnobrzeskiej Strefie Ekonomicznej na terenie Przeworska. Strefa została utworzona w ubiegłym roku. Władze miasta zdążyły przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, czyli zanim zmieniły się przepisy dotyczące istnienia takich stref. Dzięki temu przedsiębiorcy, którzy zdecydują się zainwestować na czterohektarowej powierzchni strefy, położonej na ul. Głębokiej w Przeworsku, aż do 2017 roku będą korzystali z ulg. - W 50 proc. będą zwolnieni z podatku dochodowego, a ze strony miasta mają zagwarantowane zwolnienie z podatku od nieruchomości - wylicza Janusz Magoń burmistrz Przeworska. - Czas tego zwolnienia zależy od ilości stworzonych miejsc pracy i będzie to od trzech do pięciu lat. Dodatkowo z naszej strony zapewniamy wszelką pomoc dotycząca rejestracji, zdobycia pozwoleń i wszystkiego co związane jest z rozpoczęciem i kontynuowaniem działalności na naszym terenie. Burmistrz dodaje, że trzech zainteresowanych inwestorów z terenu Polski chce w Przeworsku zajmować się działalnością związaną z przemysłem drzewnym oraz z tworzywem sztucznym. - Szczegółów na razie nie chcę zdradzać, bowiem trzeba poczekać na rozstrzygnięcie przetargu i myślę, że wtedy będzie można powiedzieć coś więcej - twierdzi burmistrz Magoń. - Strefa jest jedna z niewielu możliwości, jakie istnieją na terenie Przeworska i stwarzają atrakcyjne możliwości inwestowania na terenie miasta. Janusz Magoń dodaje, że w tym roku władze miasta wydają dziesięciokrotnie więcej na rozbudowę i poprawę infrastruktury drogowej w Przeworsku, by tym samym zachęcić jeszcze bardziej inwestorów do tworzenia tutaj miejsc pracy. - Wydajemy ponad 3 miliony złotych, z czego część pieniędzy pochodzi z budżetu, a część z kredytów. Dodatkowo złożyliśmy trzy wnioski do urzędu marszałkowskiego dotyczące poprawy stanu dróg, uzbrojenia i kanalizacji na osiedlu Sobieskiego, na ul. Żytnia - Witosa z obiektem mostowym oraz na przebudowę drogi na ul. Kopernika. Teraz czekamy na decyzje w tych sprawach. (Super Nowości)

R E G I O N

Biedny jak poseł?!
* Zarabiają po blisko 10 tysięcy złotych miesięcznie, a mimo to korzystają nader chętnie z oferowanych im przez parlament niskooprocentowanych pożyczek i zapomóg. Polscy posłowie żyjący na poziomie, o jakim większość ich rodaków może tylko pomarzyć, nie widzą w tym nic złego. Pomocą finansową dla parlamentarzystów zajmuje się sejmowy Fundusz Świadczeń Socjalnych. W jego ramach poseł może uzyskać pożyczkę na zakup domu i mieszkania (15 tys. złotych) i cele mieszkaniowe (10 tys.). Raty rozłożone są na 24 miesiące. Pożyczkę trzeba spłacić do końca kadencji. Posłowie korzystają z nich bardzo chętnie. Do końca ubiegłego roku pożyczki zaciągnęło 321 posłów, czyli ponad 2/3 członków polskiego Sejmu.W Kancelarii Sejmu poinformowano nas, że przyznawane są także jednorazowe zapomogi dla obecnych i byłych posłów oraz ich rodzin (2,2 tys. zł) a także tzw. zapomogi bytowe (3 tys. zł) dla członków parlamentu poprzednich kadencji. Nie wiadomo,. ilu obecnych posłów skorzystało z tej formy pomocy. Kancelaria nie ujawnia danych. Wiadomo jednak, że byłym parlamentarzystom przyznano podczas obecnej kadencji 473 zapomogi na łączną kwotę 650 tysięcy złotych. Dodatkowo z funduszu socjalnego poseł może liczyć na pokrycie kosztów "realizowanej inicjatywy sportowo - rekreacyjnej". Pod tym sformułowaniem kryją się na przykład. rozgrywki sportowe parlamentarzystów.
- Jasne, że nie każdy występujący o zapomogę czy pożyczkę jest w kiepskiej sytuacji. Przeciwnie. Ale skoro jest taka możliwość, to czemu jej nie wykorzystać? - mówi podkarpacki polityk zasiadający w parlamentarnych ławach w latach 1993-97. Regulamin funduszu socjalnego nie wymaga od posłów specjalnych formalności. Zazwyczaj wystarczy po prostu deklaracja. Z dobrodziejstw pożyczek chętnie korzystają także podkarpaccy posłowie. Głównie jednak biorą pieniądze "na cele mieszkaniowe". Wielu z nich nie chce o tym mówić, tym bardziej, że w oświadczeniach majątkowych tych pożyczek nie trzeba wymieniać. Mają się tam znaleźć jedynie zobowiązania w kwocie powyżej 10 tys. złotych. 15-tysięczne pożyczki wzięli m.in. posłowie Elżbieta Łukacijewska (PO), Józef Głowa (UP) i Jolanta Grobel - Proszowska (SLD).
- Traktuję fundusz jako formę kasy zapomogowo-pożyczkowej, jak w każdym zakładzie pracy. Gdy trafiłam do Sejmu to już funkcjonowało - mówi poseł Elżbieta Łukacijewska. Stwierdziła jednak, że jest przeciwna rozbudowanym świadczeniom dla byłych posłów.
- Każdy poseł powinien sobie też zdawać sprawę, że wykonuje mandat zaufania, które może się skończyć. Setki tysięcy bezrobotnych Polaków nie mają możliwości otrzymania zapomóg, nie bardzo więc rozumiem czemu mają je dostawać posłowie - dodaje poseł Łukacijewska. Parlamentarzyści, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą w większości, że pieniądze z funduszu socjalnego im się należą, gdyż ich praca... nie gwarantuje stabilizacji. Wszak po czterech latach spędzonych w Sejmie, później z woli wyborców można stracić poselską pensję. Jednak zgodnie z prawem poseł jest podczas kadencji jedynie na urlopie bezpłatnym w swoim dawnym zakładzie pracy. Po przegranych wyborach wraca więc do niego na poprzednie stanowisko. Dzieje się to zresztą stosunkowo rzadko. Zazwyczaj zdobyte podczas posłowania znajomości pozwalają na znalezienie innej, bardziej intratnej pracy. (Super Nowości)

* Od początku lutego kupując zachodnią insulinę pacjent musi dołożyć do jednego opakowania ok. 20 zł więcej. Wielu chorych będzie musiało zrezygnować z insulin zachodnich, bo nie będzie ich na nie stać. To zaś odbije się na ich zdrowiu. Na Podkarpaciu żyje ok. 30 tys. cukrzyków, w tym ok. 40 proc. jest uzależnionych od insuliny. Są to często osoby starsze, które ze względów zdrowotnych muszą brać zachodnie preparaty. Podobnie jest wśród małych pacjentów chorych na cukrzycę. W rzeszowskiej poradni diabetologicznej, jedynej w woj. podkarpackim, leczy się aż 750 dzieci. - Najgorsze jest to, że większość małych pacjentów ze względów zdrowotnych nie może zmienić insuliny zachodniej na tańszą polską - mówi Renata Mazurkiewicz, prezes Podkarpackiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Młodzieży z Cukrzycą. - Wiele z nich posiada pompy insulinowe, które pozwalają ograniczyć ilość zastrzyków do 1 wkłucia raz na 3 doby (normalnie trzeba wykonywać 4 - 12 zastrzyków w ciągu doby). W pompach stosowane są tylko insuliny zagraniczne. Wiadomo, że na obniżkach cen polskich insulin zarobi Narodowy Fundusz Zdrowia. Zaoszczędzi ok. 50 mln zł rocznie. Bulwersujące jest, że uderzy to po kieszeni chorych. (Super Nowości)

Vamea - sposób na uszczęśliwienie kobiety...
* W aptekach pojawi się vamea - lek, który ma moc uszczęśliwiania kobiet. Różowe pigułki działają podobnie, jak znane już niebieskie, czyli viagra dla mężczyzn. Lek przeznaczony jest dla pań, które słabo odczuwają popęd płciowy, w ogóle go nie czują, albo mają trudności z przeżyciem orgazmu.
- Udane życie seksualne jest podstawą szczęśliwego związku między kobietą i mężczyzną. Jest też gwarancją zdrowia psychicznego i fizycznego. A to oznacza dobre relacje w pracy, w domu i w życiu towarzyskim - tłumaczy Marek Janicki, seksuolog. - Seks daje początek uczuciom wyższym: miłości i przywiązaniu. Pigułki w podkarpackich aptekach pojawią się we wtorek. - Na razie pytali o nie jedynie lekarze - mówi kierowniczka apteki przy ul. 3 Maja w Rzeszowie. Tabletki będzie można kupić bez recepty. Za miesięczną kurację zapłacimy ok. 150 zł. Na efekty trzeba czekać około 3 tygodni, wcześniej łykając 3 pigułki dziennie. (Nowiny)

* Powołany do życia w roku ubiegłym Podkarpacki Fundusz Poręczeń Kredytowych (PFPK) czeka na zgłoszenia przedsiębiorców. Do tej pory jedna firma uzyskała już promesę udzielenia poręczenia, rozpatrywane są kolejne trzy wnioski firm o poręczenie kredytu. Celem Funduszu jest ożywienie działalności małych i średnich przedsiębiorców z regionu, poprzez udzielanie poręczeń do wysokości 70 proc. kwoty kredytu. Poręczenia te zabezpieczają zwrot kredytów i pożyczek udostępnianych przez instytucje finansowe współpracujące z PFPK. Kapitał zakładowy PFPK wynosi obecnie 2,5 mln złotych. Aby zwiększyć tę kwotę, Fundusz wystąpił do powiatów województwa podkarpackiego z propozycją objęcia kolejnych udziałów przez starostwa. Jest już pierwszy odzew. Niedawno rzeszowscy radni zadecydowali o wsparciu Funduszu kwotą pół miliona złotych.
- Od wysokości naszego kapitału zakładowego zależy wysokość udzielanych poręczeń, dlatego zabiegamy również o dokapitalizowanie przez Bank Gospodarstwa Krajowego kwotą 2,5 mln złotych - mówi Waldemar Mełech, prezes PFPK. - Dysponując większymi środkami będziemy mogli skuteczniej realizować nasze cele. Fundusz chce nie tylko poręczać kredyty dla działających już firm, ale aktywnie uczestniczyć w tworzeniu nowych miejsc pracy. Chodzi o poręczanie uzyskiwanych w Powiatowym Urzędzie Pracy w Rzeszowie pożyczek dla bezrobotnych podejmujących działalność gospodarczą. - Działalność Funduszu nie jest jeszcze powszechnie znana wśród podkarpackich przedsiębiorców, mimo że jest dla nich dużą szansą - wyjaśnia prezes Mełech. - Wszystkich zainteresowanych zapraszamy więc na naszą stronę internetową www.pfpk.com, na której znajdą więcej informacji, m.in. wzór wniosku o udzielenie poręczenia. (Super Nowości)

Kronika kryminalna

* 5 lutego w Jarosławiu na ul. Wilsona policjanci zatrzymali mieszkańca Jarosławia, który jadąc fordem fiesta w stanie nietrzeźwym (2,50 promila), uszkodził inny samochód. Okazało się, że sprawca nie miał prawa jazdy, gdyż odebrano mu je w ubiegłym roku za jazdę po pijanemu. Widocznie nie przejął się tą wpadką, bo następnego dnia, tym razem na ulicy Pruchnickiej, znowu został zatrzymany. Tym razem miał również ponad dwa promile w wydychanym powietrzu. Jakiś wyjątkowy uparciuch.

* 5 lutego w Przemyślu na ulicy 3 Maja 19-letni Piotr. S. i jego o dwa lata młodszy brat Paweł napadli na przechodnia, którego pobili i skopali. Obu bandziorów zatrzymali funkcjonariusze Straży Miejskiej i odstawili do izby wytrzeźwień.

* 4 lutego, nad ranem, w Jarosławiu na ul. Wilsona policjanci w bezpośrednim pościgu zatrzymali Grzegorza M. i Kamila M. (obaj to mieszkańcy powiatu przeworskiego), którzy skradli koła z fiata zaparkowanego przy tej ulicy. Ponadto wyszło na jaw, że mają oni na sumieniu włamaniedo volkswagena, skąd skradli radioodtwarzacz, oraz trzy włamania do samochodów na terenie powiatu przeworskiego.

* Przemyscy policjanci zatrzymali 14-letnią Justynę S. i 15-letnią Sabinę W. Obie dziewczyny na ulicy Sportowej w Przemyślu dzień po dniu skradły dwa telefony komórkowe.

Reklama