Archiwum aktualności

Archiwalne wydanie tygodniowe: 18.01-24.01.2016 r.

• Młody niepełnosprawny przedsiębiorca ma zwrócić 7 tysięcy złotych Powiatowemu Urzędowi Pracy. Tomasz Kopacki z Przemyśla ma 22 lata i orzeczony umiarkowany stopień niepełnosprawności. Nie chce „wyciągać ręki” po jakieś zasiłki, ani być na garnuszku rodziców. Dlatego skorzystał z możliwości uzyskania funduszy na „rozkręcenie” swego interesu z Powiatowego Urzędu Pracy w Przemyślu. Zgromadził wszystkie dokumenty i fundusze dostał. Jego firma związana z mechaniką samochodową ruszyła i teraz okazało się, że młody mężczyzna miał przy wycenie myjki samochodowej zawyżyć jej cenę. PUP żąda od niego zwrotu ponad 7 tys. złotych! 22-latek nie ma tyle, więc ów przykry obowiązek może spaść na jego poręczycieli. - Dlaczego nikt mi nie powiedział od razu, że zwróciłem się o wycenę kupowanej myjki do niewłaściwego rzeczoznawcy? - pyta pan Tomasz. Wszyscy chyba wiemy, że raz nieznajomość prawa szkodzi oraz że nie zwalnia od odpowiedzialności za jego łamanie. I niby tak jest, ale tylko niby, bo w cywilizowanym świecie, gdy sprawa dotyczy relacji klient - urzędnik, ten ostatni jest zobowiązany pouczyć klienta w sprawie obowiązujących przepisów, wymaganych dokumentów i czynności. W cywilizowanym świecie także jest tak, że powinien to zrobić niezwłocznie oraz w sposób zrozumiały dla klienta. Niestety, nierzadko mamy do czynienia z sytuacjami, gdy klientowi danej instytucji jej pracownik „wyjaśnia” coś tak, jakby chciał, by ten nie zrozumiał. Mieliśmy już do czynienia z sytuacją, gdy prawie 80-letniemu człowiekowi przesłano kilkustronicowe pouczenie napisane drobnym drukiem i stanowiące rozporządzenie ministra, z którego nic a nic nie zrozumiał. Ot tak po prostu, trzeba pouczyć, to się „poucza”, a czy klient, czy tam petent zrozumie, to już nie instytucji sprawa. Tomasz Kopacki z Przemyśla nie ma co prawda 80 lat, ale ma 22 lata i bynajmniej nie jest prawnikiem, tylko mechanikiem samochodowym z orzeczonym umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. Młody człowiek nie chciał żyć z zasiłków czy krewnych i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i założyć małą firmę związaną z wyuczonym zawodem. Ułatwiały mu to przepisy, które pozwalają na udzielenie osobie bezrobotnej i niepełnosprawnej pożyczki z PUP. Z założenia te fundusze mają stwarzać osobom bezrobotnym, szczególnie niepełnosprawnym, warunki do aktywizacji zawodowej. Teraz jednak może okazać się, że 22-latek nie tylko nie skorzysta na wzięciu pożyczki z PUP, ale może przez nią popaść w ogromne długi. Kiedy młody mężczyzna wystąpił o 40 tys. złotych pożyczki w przemyskim Powiatowym Urzędzie Pracy pouczono go, jakie dokumenty musi zgromadzić i dostarczyć, by kwotę tę otrzymać. - Nie ukrywałem wcale, że myjkę mam zamiar kupić używaną - opowiada nam teraz T. Kopacki. - Było napisane, że wyceny ma dokonać rzeczoznawca, albo biegły sądowy - mówi zdenerwowany. - Poprosiłem o wycenę rzeczoznawcę samochodowego - wspomina. 22-latek dostarczył wszystkie dokumenty i nikt nie zakwestionował wyceny myjki ani co do kwoty, ani co do osoby wyceny dokonującej. Młody przemyślanin rozpoczął zatem działalność i teraz nagle okazało się, że, zdaniem PUP, wartość myjki została zawyżona, a wyceny dokonał niewłaściwy rzeczoznawca, bo powinien być majątkowy, a nie samochodowy. - Ja tego nie rozumiem - przyznaje Kopacki. - Dlaczego na samym początku nikt tego nie kwestionował? - pyta retorycznie. - Przecież jak coś było źle zrobione, to urzędnik powinien mi od razu powiedzieć o tym - stwierdza naiwnie. - Jak to teraz się okazało, że nie taki rzeczoznawca i cena? Skąd ja wezmę ponad 7 tysięcy złotych?- zamartwia się 22-latek. Młody mężczyzna ma w istocie trudną sytuację, bo na zwrot takiej kwoty PUP-owi nie ma. Ma za to poręczycieli pożyczki i to na nich może spaść obowiązek zapłaty. - Nie chciałbym tego, bo ci ludzie mi zaufali, ale przede wszystkim nie uważam, bym ja albo oni mieli to płacić - podkreśla Kopacki. - Jak dla mnie, to skoro źle coś było zrobione, to na początku urzędnik powinien mi to powiedzieć i nakazać poprawić - uważa 22-latek, z którego zdaniem w tej kwestii doprawdy trudno się nie zgodzić. Warto też zauważyć, że 7 tysięcy złotych to może nie być wszystko. Umowa pożyczkowa zakłada bowiem, że przez dwa lata działalności przedsiębiorca nie może nawet w najmniejszym stopniu zalegać z opłatami w ZUS i US. Jeśli taka „wpadka” mu się zdarzy, to PUP ma prawo wypowiedzieć umowę i żądać zwrot całej kwoty pożyczki. - Moja firma nie zarabia dużo, więc jeśli komornik zacznie mi ściągać te 7 tysięcy, to na ZUS i US mi nie zostanie - denerwuje się Kopacki. - Będę zalegać i PUP wypowie mi całą umowę, 40 tys. złotych - perspektywa takiego dalszego ciągu wydarzeń wprost przeraża młodego człowieka. Jedyna osoba, która oficjalnie może udzielić informacji na temat tej sprawy, czyli szefowa przemyskiego PUP, Iwona Kurcz-Krawiec jest chwilowo nieobecna. Z całą pewnością zwrócimy się do pani dyrektor z zapytaniem o pożyczkę pana Kopackiego, gdy tylko będzie to możliwe. Nieoficjalnie jednak udało się nam ustalić, że być może mocno wadliwa jest sama procedura pożyczkowa. Trudno to na razie ocenić nam, a cóż dopiero bardzo młodemu mechanikowi samochodowemu, który najzwyczajniej w świecie nie wiedział, co robi być może źle i nikt go nie pouczył, jak zrobić powinien. Gdy przyszło do niego pismo dotyczące zwrotu kwoty 7 tys. złotych, Kopacki usiłował osobiście porozmawiać z dyrektor Kurcz-Krawiec. - Pani dyrektor nie chciała się ze mną spotkać, powiedziała tylko, że dokumenty są u radcy prawnego - mówi rozgoryczony 22-latek. (Super Nowości 24)

Reklama