Archiwum aktualności

Archiwalne wydanie tygodniowe: 10.01-16.01.2011 r.

• Mieszkańcy wieżowca przy ul. Bielskiego 64 w Przemyślu mają dość wandalizmu. – Będziemy walczyć wszelkimi sposobami – twierdzą. Nie ma tygodnia, aby coś nie zostało zepsute, zdewastowane, pomalowane sprayem.
- Najbardziej niszczone są windy. Wyrywane są z nich drewniane i sklejkowe obudowy, tablice z przyciskami. Często z takich i podobnych powodów winda jest nieczynna. Dobrze, że jest druga – mówi Daniel Kopisz, jeden z mieszkańców wieżowca. Niedawno ktoś rozbił szyby w drzwiach wejściowych. Wyrwał z nich klamkę. Popsuty jest domofon.
- Tego nie robi ktoś zupełnie obcy. Albo swoi albo znajomi, którzy do nich przychodzą. Taki gówniarz napije się piwa i wtedy jest bardzo odważny – opowiadają mieszkańcy.
- Niedawno ktoś narysował głupie graffiti na ścianie na 10. piętrze. Domyślałem się kto, dlatego umieściłem w windzie informację, żeby ta konkretna osoba posprzątała po sobie. O dziwo, poskutkowało. Za kilka dni napis został usunięty – mówi lokator. Na początek mieszkańcy, w porozumieniu z Przemyską Spółdzielnią Mieszkaniową, wywiesili ostrzeżenia prawne co grozi za wandalizm i taryfikator z kosztami poszczególnych napraw. Np. regeneracja zdewastowanej tablicy z przyciskami w windzie kosztuje 700 złotych, uszkodzenie drzwi windy 1500 złotych, niszczenie domofonu 500 złotych. "Przemyska Spółdzielnia Mieszkaniowa rozważa nagrodę pieniężną za twoją głowę wandalu, jak cię złapiemy” – na plakacie, czerwonymi literami ostrzegają mieszkańcy. Równocześnie apelują do sąsiadów, aby nie pozostawali "ślepi”, gdy widzą wandali w akcji.
- No chyba, że chcemy płacić większą stawkę na fundusz remontowy? – pytają retorycznie. Przy okazji przypominają o zakazie picia alkoholu i palenia papierosów w miejscach publicznych, czyli również na klatce schodowej.
- To pierwsza taka inicjatywa, która wychodzi od mieszkańców. Wandalizm jest sporym problemem w naszych blokach. Nie ma dnia, żeby konserwator nie musiał naprawiać szkód po wandalach w jakiejś windzie – mówi Zbigniew Kurosz, prezes PSM. Twierdzi, że trudno złapać osoby dewastujące bloki. Nawet jeżeli ktoś widzi ich w akcji, to woli tego nie rozgłaszać, aby nie być ciąganym po sądach.
- Prawdopodobnie założymy własny monitoring. Wolno nam. To nie są zbyt duże koszty, a być może nagramy osoby niszczące nasze wspólne mienie. Miniaturowe kamery będą ukryte. Te większe może wystawimy na pokaz, aby pełniły funkcję ostrzegawczą – mówi Kopisz.

Reklama