Archiwum aktualności

Archiwalne wydanie tygodniowe: 08.01-14.01.2007 r.

Przemyśl

Ani odrobiny śniegu...
* Według meteorologów najbliższe dni nie przyniosą radykalnej zmiany pogody. Utrzymujące się dodatnie temperatury najwięcej zmartwień przysparzają narciarzom, właścicielom wyciągów oraz sprzedawcom ciepłej odzieży i sprzętu narciarskiego.
- Klientów jak na lekarstwo - żali się Witold Hryniszyn, współwłaściciel sklepu "Azymut" w Przemyślu. - Słabo sprzedają się narty, buty narciarskie, kurtki. Do rozpoczęcia sezonu od kilku tygodni przygotowana jest obsługa wyciągu narciarskiego.
- Konieczna jest niska w miarę stabilna temperatura - wyjaśnia Robert Kazimir z Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. - Tylko wtedy możemy uruchomić armatki śnieżne. Wybudowany kosztem 15 milionów złotych, uruchomiony rok temu wyciąg to największa inwestycja ostatnich lat. Na razie z powodu niesprzyjającej pogody nie przynosi spodziewanych dochodów.
- Czynny jest jedynie otwarty przed świętami Bożego Narodzenia całoroczny tor saneczkowy - dodaje Kazimir. Łagodna zima sprzyja drogowcom. Dotychczas nie wykorzystali nawet połowy zapasów piasku i soli zgromadzonych do posypywania oblodzonych jezdni. Pługopiaskarki, chociaż w pełnej gotowości, sporadycznie wyjeżdżają na drogi regionu.
- Zamiast sypać, łatamy ubytki w jezdniach - informuje Jacek Cielecki, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Przemyślu. - Za pieniądze zaoszczędzone na zimowym utrzymaniu dróg, wiosną i latem będziemy mogli wykonać więcej remontów. Chyba że nastąpi gwałtowna zmiana pogody. Obecna aura nie pozostaje bez wpływu na samopoczucie.
- Wzrasta ilość chorób infekcyjnych i wirusowych - mówi lek. med. Wiesław Morawski, specjalista pulmonolog. - Następuje zaburzenie naturalnego rytmu biologicznego. Nasilają się nerwice, migreny. W przypadku dalszego utrzymywania się dodatnich temperatur wcześniej niż zwykle zaczną pylić drzewa. (Nowiny)

Fotograficzna pamięć...
* Fotograficzna pamięć funkcjonariusza sekcji kryminalnej z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu pomogła w ujęciu groźnego przestępcy, sprawcy zabójstwa. 17 grudnia ub. r. w jednej z kawiarni w Wadowicach (woj. małopolskie) spotykają się 53-letnia kobieta i 38-letni mężczyzna. Poznają się poprzez anons towarzyski w jednej z gazet. To ich pierwsza randka. Do kolejnego spotkania dochodzi 21 grudnia. Tym razem spotykają się w jej mieszkaniu. On zostaje tam na noc. Następnego dnia kobieta nie zjawia się w pracy. Jej nieobecnością martwi się jej brat, który włamuje się do jej mieszkania i znajduje zwłoki siostry w wersalce. Na podstawie wstępnych ustaleń przyjmuje się, że kobieta została uduszona. Policjanci odnajdują świadków, którzy widzieli zmarłą z mężczyzną typowanym na potencjalnego zabójcę. Na podstawie ich zeznań policyjny technik sporządza portret pamięciowy sprawcy, o którym poza rysopisem nic na razie nie wiadomo. Portret wraz z telegramem rozesłany do wszystkich jednostek policji w kraju trafia do Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Tutaj, pomimo niedoskonałości wynikającej z techniki faksu, funkcjonariusz sekcji kryminalnej przypomina sobie twarz podejrzanego. 15 września 2005 r. Do oficera dyżurnego KMP w Przemyślu dzwoni nieletnia dziewczynka i skarży się, że jakiś obcy mężczyzna zaczepił ją i namawiał, by spotkała się z nim lub do niego zadzwoniła. Dyżurny przekazuje sprawę policjantowi z sekcji kryminalnej. Policjant zatrzymuje podejrzanego w okolicy dworca i zabiera na komendę, by wyjaśnić sprawę. 38-letni mieszkaniec Zabrza, Mirosław Ć. tłumaczy, że przyjechał do Przemyśla na spotkanie z 29-letnią Teresą, którą poznał poprzez ogłoszenie, a dziewczynkę zaczepił, bo nie znał miasta. Okazuje się, że Mirosław był wielokrotnie karany za różne przestępstwa, w tym najcięższe. Przy Mirosławie policjant znajduje notes z adresami i telefonami różnych kobiet z całego kraju oraz kilkanaście zdjęć, będących swoistymi "reklamówkami". Fotografie przedstawiają Mirosława tylko od szyi do kolan, ale za to bez ubrania i z wyeksponowanymi męskimi walorami. Ponieważ takie fotki nie podpadają pod paragraf, a nazwisko Mirosława nie figurowało w rejestrze poszukiwanych, policjant po wyjaśnieniach zwolnił mężczyznę, ale przedtem "na wszelki wypadek" zrobił mu zdjęcie, które trafiło do bazy danych KMP w Przemyślu.
- Kiedy tylko zobaczyłem telegram z Wadowic, natychmiast przypomniałem sobie tamtego mężczyznę sprzed półtora roku - opowiada funkcjonariusz sekcji kryminalnej. - Ta sama twarz, zarost, okulary. Bez trudu w naszej bazie danych odnalazłem jego zdjęcie i personalia. Przesłałem to do Wadowic. Tam już wiedzieli, co z tym zrobić. Mając adres podejrzanego o zabójstwo, zatrzymali go w zasadzce. Wobec ogromu czynności śledczych i operacyjnych prowadzonych w związku z zabójstwem w Wadowicach, działanie przemyskiego policjanta jest zaledwie ułamkiem procenta policyjnej pracy. Jednak w tym przypadku to właśnie ono zadecydowało o powodzeniu i przyczyniło się do ujęcia groźnego przestępcy. (Życie Podkarpackie)

* Szkoła Podstawowa nr 14, Gimnazjum nr 1 i II LO zwyciężyły w corocznym sportowym współzawodnictwie szkolnym. Przemyskie szkoły osiągnęły kilka sukcesów także na Podkarpaciu. W rywalizacji punktowane są wyniki uzyskiwane przez dzieci i młodzież w roku szkolnym w konkurencjach halowych i na wolnym powietrzu. Część szkół specjalizuje się w wybranych dyscyplinach. W kategorii Igrzysk Młodzieży Szkolnej zwyciężyła SP 14. To nie pierwszy jej sukces. Uczniowie "czternastki" najlepsze wyniki uzyskują w piłce ręcznej, lekkiej atletyce i minikoszykówce dziewcząt. Na Podkarpaciu, w ubiegłym roku szkolnym, sklasyfikowano ją na 4. miejscu.
- Zachęcamy dzieci nie tylko do systematycznej nauki, ale także do uprawiania sportu - mówi Piotr Kroczek, dyrektor szkoły, trener szczypiorniaka. - Umiejętne godzenie szkolnych obowiązków z dbaniem o tężyznę przynosi korzyści na długie lata. Drugie miejsce w szkołach podstawowych zajęła "szóstka", a trzecie - "czwórka". Współzawodnictwo gimnazjalne zakończyło się sukcesem "jedynki". W skali województwa najdalej zabrnęli piłkarze ręczni tej szkoły, zdobywając trzecie miejsce. Tuż za "jedynką" w przemyskiej rywalizacji znalazły się: G nr 5 i G nr 3. "Piątka" okazała się za to najlepsza na Podkarpaciu, zdobywając sporo punktów za zwycięstwo w sztafetowych biegach przełajowych dziewcząt i drugą lokatę w lekkoatletycznej lidze dziewcząt i chłopców. W rywalizacji przemyskich szkół licealnych zwyciężyli sportowcy II LO, wyprzedzając I LO oraz Zespół Szkół Elektronicznych i Ogólnokształcących. II LO, które zgromadziło najwięcej punktów w województwie, to przede wszystkim koszykówka chłopców (1 miejsce), lekka atletyka dziewcząt i szachy drużynowe. I LO może pochwalić się bardzo dobrymi wynikami w szachach i tenisie stołowym. Podczas uroczystego spotkania w Urzędzie Miasta najlepszym szkołom wręczono sprzęt sportowy i puchary. Wyróżniono też nauczycieli, którzy przyczynili się do sukcesów swych podopiecznych. Okolicznościowe wyróżnienia wraz kroniką sportu polskiego otrzymali: Edyta Buława-Sieńko, Jacek Hendzel, Janusz Anduszkiewicz, Joanna Ner-Marciniak, Maria Sugier, Antoni Kulik, Małgorzata Styś, Teresa Życzkowska i Barbara Jałocha. (Nowiny)

Ukraińcy handlują na czarno?
* Polacy uważają, że prowadzona przez obcokrajowców działalność jest niezgodna z prawem. Twierdzą, że handlujący na bazarze przy ul. Wilsona nie posiadają zezwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej, nie płacą składek na ZUS ani podatków należnych Skarbowi Państwa. Na bazarze przy ul. Wilsona handlują Polacy i obywatele Ukrainy. Sprzedają różnego rodzaju towar: ubrania, obuwie, biżuterię, sprzęt gospodarstwa domowego, części do urządzeń elektrycznych i mechanicznych, kosmetyki i tekstylia.
- Sprzedają towary nielegalnie sprowadzone przez granicę RP, jak też kupowane w hurtowniach na terenie Przemyśla i innych miast - piszą anonimowe osoby podające się za "prowadzące legalną działalność handlową w Przemyślu". Dodają, że w przeciągu roku nie przeprowadzono żadnej realnej kontroli na tymże bazarze. Pismo to wysłane zostało do prezydenta Przemyśla, dowódcy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, naczelnika Urzędu Skarbowego w Przemyśl, dyrektora Izby Celnej. - Mamy nadzieję, że organy i instytucje wezmą sobie nasz apel do serca i uregulują ten nurtujący nas problem, który nie tylko odbiera chleb nam, ale i naszym rodzinom oraz dzieciom - piszą. Jan Geneja, komendant Straży Miejskiej w Przemyślu, mówi, że kontrole na bazarze przeprowadzane są dosyć często. - Przeprowadzamy je z pracownikami urzędu skarbowego, straży granicznej - wylicza. - My "namierzamy" tylko alkohol, bowiem nie można nim handlować obwoźnie. Mówi o tym artykuł 112 kodeksu wykroczeń. Dodatkowo codziennie na bazarze jest funkcjonariusz, który danego dnia patroluje ten teren. Małgorzata Eisenberger-Blacharska, rzecznik Izby Celnej w Przemyślu, wylicza, że przez trzy kwartały poprzedniego roku na terenie Podkarpacia przeprowadzono 260 kontroli, z czego co najmniej kilkanaście na terenie bazaru przy ul. Wilsona.
- Sprawdzamy legalność zatrudnienia obcokrajowców oraz czy nie handlują tzw. podróbkami - mówi. - Jeżeli obcokrajowiec handluje swoim towarem na bazarze to płaci za miejsce odpowiednią opłatę i w naszych kompetencjach nie leży kontrolowanie, czy np. płaci podatek. Sprawdzamy tylko, czy w Polsce przebywa legalnie i czy jest zatrudniony. Dorota Grabowska, kierownik działu kontroli podatkowej w Urzędzie Skarbowym w Przemyślu, mówi, że po tym, jak do urzędu wpłynęło pismo od osób "prowadzących legalną działalność handlową w Przemyśl", w dniach 7 i 8 grudnia była kontrola na bazarze przy ul. Wilsona.
- Sprawdzamy cudzoziemców, którzy zamieszkują tutaj i mają pozwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej - mówi. - traktowani są jak każdy inny podatnik i kontrolowani, tak samo jak Polacy. (Super Nowości)

* Siódmego stycznia w sali widowiskowej Centrum Kulturalnego w Przemyślu odbył się koncert noworoczny Przemyskiej Orkiestry Kameralnej z udziałem ukraińskiego wirtuoza fletni Igora Macelucha. Na program koncertu złożyły się w głównej mierze orkiestrowe opracowania tematów ludowych z Ukrainy, Mołdawii, Rumunii i Węgier oraz standardów musicalowych. Koncert utrzymany był w konwencji bardziej rozrywkowego spektaklu niż poważnego występu filharmonicznego. Zarówno scenografia, jak i stroje wykonawców nawiązywały do tematyki i kraju pochodzenia wykonywanych utworów. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był ukraiński fletnista. Posiada on fantastyczną biegłość techniczną i muzykalność. Jego interpretacje tematów klasycznych i ludowych skrzą się prawdziwą wirtuozerią i dodać należy, że wirtuozowska forma prezentacji nie jest tylko i wyłącznie formą, ale bogata jest w treść muzyczną. Instrumenty, na jakich gra Igor Maceluch (fletnia Pana i sopilka) to wytwory kultury ludowej. Dzisiaj już sporadycznie używane, głównie przez miłośników dawnej muzyki ludowej. Gdzieniegdzie, zwłaszcza w krajach powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego spotkać jeszcze można wydziały w szkołach muzycznych, kształcące muzyków tych specjalności, ale jest to już zjawisko ginące. Szkoda, bo fletnia Pana to jeden z najstarszych istniejących od czasów starożytności, w praktycznie niezmienionej formie instrumentów. Jego liryczny dźwięk przywodzi na pamięć opowieści mitologiczne o nimfie Syrinks, która wzgardziła zalotami bożka Pana. Kiedy nie mogła pozbyć się natrętnego wielbiciela, poprosiła o pomoc bogów, a ci zamienili ją w nadwodną trzcinę. Zdesperowany Pan usiadł wśród owej trzciny i zaczął głośno płakać, wiatr zaś potrząsał trzciną rosnącą nad brzegiem strumienia i Panu, zasłuchanemu w szum wiatru i szmer wody płynącej, zdawało się, że i roślina wydaje takie same dźwięki żałosne. Uciął z niej kilka łodyg, zrobił z nich siedem piszczałek nierównej długości, połączył je razem w jednym szeregu i tak powstała fletnia. Czy tak było, czy też nie, dociec niepodobna. Jedno jest pewne, fletnia w rękach prawdziwego artysty, a takim ponad wszelką wątpliwość jest Igor Maceluch, to instrument wspaniały i jeszcze nie do końca odkryty. Szkoda, że w czasach zalewu elektronicznych zabawek, udających tylko instrumenty muzyczne, popada w zapomnienie, chociaż kiedyś był bardzo popularny również i w Polsce. (Życie Podkarpackie)

Więcej strażników na wschodniej granicy
* O 94 nowych funkcjonariuszy powiększył się Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej w Przemyślu. W miniony piątek świeżo upieczeni strażnicy złożyli ślubowanie. Teraz czeka ich 8-miesięczne szkolenie i 3-letnia służba przygotowawcza.
- Było to moje 3, ale tym razem szczęśliwe podejście do pracy w Straży Granicznej - mówi szeregowa Anna Fedyk z Wielkich Oczu. - Wierzę, że podołam obowiązkom, chociaż służba na granicy to z pozoru typowo męskie zajęcie. W 2006 roku ponad 1300 mieszkańców regionu zabiegało o przyjęcie do Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. W gronie szczęśliwców znalazło się jedynie 152 osoby. Podstawowe kryterium przy naborze to minimum średnie wykształcenie (preferowane wyższe), dobre zdrowie oraz znajomość języka obcego. Kandydaci przeszli rozmowę z komisją, badanie przez psychologa z użyciem wykrywacza kłamstw, test z wiedzy ogólnej oraz egzamin sprawnościowy.
- Nie było łatwo - przyznaje szeregowa Renata Czerwińska, przemyślanka, świeżo upieczona strażniczka. - Teraz podobnie jak koledzy i koleżanki wyjeżdżam do ośrodka szkolenia SG w Koszalinie. Największą bolączką chętnych do pracy na granicy była wątła kondycja fizyczna i słaba znajomość języków. Dlatego tylko nieliczni mają okazję założyć mundur. Zakończony piątkowym ślubowaniem nabór do BOSG był ostatnim tak dużym. Formacja jest już niemal w 100 procentach uzawodowiona. Obecnie planowane są jedynie tzw. nabory uzupełniające. Po powrocie ze szkolenia świeżo upieczonych strażników czeka 3-letnia służba przygotowawcza. Odbędą ją w przejściach granicznych oraz w rozlokowanych wzdłuż polsko-ukraińskiej granicy strażnicach: począwszy od Horyńca Zdroju, a skończywszy na Ustrzykach Górnych. (Nowiny)

* Ponad 21 milionów złotych otrzymało Podkarpacie na modernizację polsko-ukraińskich przejść granicznych w Krościenku i Medyce. Zwłaszcza to drugie, najstarsze w regionie, najbardziej oblegane przez podróżnych, wymaga unowocześnienia oraz rozbudowy. Pieniądze pochodzą z unijnego Funduszu Schengen i w całości będą wykorzystane w tym roku. Już rozstrzygnięto przetargi na planowane remonty. Najważniejszy z nich to przebudowa głównego budynku na przejściu granicznym w Medyce. Obecnie dzielą go wspólnie funkcjonariusze Straży Granicznej i celnicy. Narzekają na brak miejsca. Ci drudzy najpóźniej w lutym wyprowadzą się do wybudowanego z myślą o nich nowoczesnego pawilonu. Modernizacja przejścia w Medyce pochłonie 11 mln zł. Część pieniędzy zostanie wydana na prace związane z poszerzeniem drogi dojazdowej do stanowisk odpraw paszportowo-celnej, co powinno znacznie usprawnić ruch. Już zakończyła się budowa pawilonu, w którym dodatkowej kontroli poddawane będą ciężarówki. Zainstalowane w nim nowoczesne urządzenie służy do sprawdzania samochodu bez potrzeby jego otwierania i zrywania plomb celnych.
- Przemyty nielegalnych imigrantów, np. w podwójnych podłogach TIR-ów, nie należą do rzadkości - mówi por. Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. - Czujniki komputera wykryją najmniejszy szmer, nawet bicie ludzkiego serca. O ponownie uruchomienie punktu odprawy fitosanitarnej i weterynaryjnej na kolejowym przejściu granicznym w Medyce zabiega natomiast poseł Marek Kuchciński. Parlamentarzysta wystąpił w tej sprawie do premiera Jarosława Kaczyńskiego. Od maja 2004 roku przez przejście w Medyce nie można przewozić żywności i zwierząt, ponieważ nie zezwoliła na to Unia Europejska. (Nowiny)

* W ubiegłym tygodniu do jednego z mieszkań w kamienicy przy ul. Kazimierza Wielkiego w Przemyślu ktoś wezwał policję, mówiąc, że są tam małe dzieci pod wątpliwą opieką kompletnie pijanej matki. Na miejscu policjanci zastali 25-letnią Aleksandrę i jej konkubenta Andrzeja R., którzy nie byli w stanie o własnych siłach ustać na nogach. Każde z nich miało powyżej 3 promili alkoholu, jakikolwiek kontakt z nimi był niemożliwy. W mieszkaniu było też dwoje dzieci Aleksandry: 4-letnia dziewczynka i półtoraroczny chłopczyk. Dzieci po przebadaniu przez lekarza trafiły do placówki opiekuńczej "Maciuś", a ich matkę wraz z przyjacielem umieszczono do czasu wytrzeźwienia w Miejskim Ośrodku Zapobiegania Uzależnieniom. Następnego dnia sprawa trafiła do Sądu Rodzinnego i dla Nieletnich, który oceni macierzyńskie możliwości Aleksandry. (Życie Podkarpackie)

Ceny idą w górę!
* O około 10 groszy na metrze kw. wzrosną opłaty za mieszkanie w Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W "górę' idą też ceny gazu, wody i wywozu nieczystości. Mieszkańcy bloków należących do PSM obawiają się wysokich podwyżek opłat w tym roku. - Ciągle słyszę o tym, że w tym roku w górę idą opłaty za wszystkie media i że wprowadzone zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych uderzą nas po kieszeni - mówi pan Henryk z Przemyśla.
- Żadnych konkretów jednak nie słyszałem i nie wiem, czego spodziewać się w tym roku. Wiem, że miasto ma długi, które trzeba spłacić i obawiam się, czy w ślad za tym nie pójdą w górę ceny za wodę, śmieci, ogrzewanie, czyli za to wszystko, co dostarczają nam spółki miejskie. A z kolei zmiany w podatku uderzą w spółdzielnię, więc pewnie i ona zacznie szukać pieniędzy u lokatorów. I co dalej z remontami budynków? Czy w tym roku będą wykonywane według wcześniej przyjętego harmonogramu czy też będą zmiany?
- Za mieszkanie o powierzchni 50 metrów kw. zapłacimy więc 5 złotych więcej - wyjaśnia Zbigniew Kurosz, prezes PSM.
- Aby podwyżki nie były uciążliwe dla naszych lokatorów, zamierzamy obniżyć kwoty zaliczek na centralne ogrzewanie. Prezes Kurosz dodaje, że podwyżki, do jakich ma dojść, nie są zależne od spółdzielni. Mówi, że wzrastają ceny paliw, koszty wywozu nieczystości, gaz, energia elektryczna, PWiK podwyższyło cenę wody na 48 groszy za metr sześcienny. Prezes Kurosz tłumaczy, że w przypadku, kiedy wzrastają ceny wody, nie tylko lokatorzy płacą więcej, ale też spółdzielnia. - Ilość zużytej wody na licznikach w lokalach nigdy nie zgadza się z całością jej zużycia - mówi. - Około 10 procent wielkości zużycia to tzw. ubytki, za które płacimy z kasy spółdzielni kilkaset tysięcy rocznie. Już poczyniliśmy pewne oszczędności, mamy dochody z lokali użytkowych, więc mam nadzieję, że podwyżki będą niezbyt bolesne dla członków spółdzielni. Prezes dodaje, że spółdzielnia też więcej będzie musiała płacić za prąd. Są to koszty oświetlenia osiedli i klatek schodowych. Zapewnia, że nadal, według przyjętego harmonogramu prac, wykonywane będą remonty budynków. Ponad 80 groszy za metr kwadratowy przeznaczony jest na fundusz remontowy i to się nie zmieni. (Super Nowości)

* Szefostwo Zakładu Płyt Pilśniowych Fibris chce rozmawiać z protestującymi związkowcami na temat podwyżek płac. Do negocjacji ma dojść w tym tygodniu. To nieoczekiwana zmiana stanowiska zarządu. Wcześniej szefostwo Fibrisa nie chciało rozmawiać ze związkowcami o postulatach płacowych.
- Cieszy nas, że dojdzie do rozmów. Mamy nadzieję, że będą owocne - mówi Roman Ferków, przewodniczący Solidarności w Fibrisie. Od kwietnia związkowcy domagają się 350 złotych brutto podwyżki. Od 14 grudnia prowadzą akcję protestacyjną. Oflagowali zakład. Tuż przed świętami miało dojść do negocjacji z prezesem Dariuszem Kabacińskim. Jednak ten stwierdził, że może rozmawiać o podwyżkach dopiero, jak zwolni 10 proc. załogi. W tej sytuacji na po świętach zaplanowano referendum strajkowe. gdy już miało do niego dojść, szefostwo firmy zaproponowało negocjacje. (Nowiny)

Nie McDonald's, nie bank, ale galeria...
* Prawdopodobnie w tym roku rozpocznie się inwestycja na placu przy ul. Jagiellońskiej. Powstać ma tutaj pierwsza w mieście wielkopowierzchniowa galeria. Problemy z terenem przy ul. Jagiellońskiej trwają już od kilku lat. Plac został sprzedany dwóm inwestorom. Jedni mieli tutaj postawić McDonald'sa, a drudzy bank. Dodatkowo, do spółki z miastem, dwóch inwestorów miało zbudować drogę dojazdową. Do rozpoczęcia inwestycji nigdy nie doszło. Okazało się bowiem, że bank nie miał pieniędzy na wykonanie potrzebnych prac. W jego posiadaniu była działa o powierzchni 2106 metrów kw., zakupiona za niecałe 7 lat temu za 320 tys. zł. Od tej pory miasto zdążyło wywiązać się z zobowiązań. Dwóch inwestorów nie zrobiło nic. - Pojawił się nowy właściciel tego terenu i zapowiedział szybką inwestycję - zdradził Wiesław Jurkiewicz, wiceprezydent Przemyśla podczas spotkania w Starostwie Powiatowym w Przemyślu. - Są opracowywane plany zagospodarowania tego terenu. Powstać ma tutaj wielkopowierzchniowa galeria, skomunikowana z ulicą Sportową i Mniszą, a także z wejściem w "Manhattan" (Rybi Plac - przy. aut.) (Super Nowości)

* Ponad 83 tysiące paczek papierosów i 250 litrów alkoholu zarekwirowali w minionym tygodniu funkcjonariusze Izby Celnej w Przemyślu. Przemytnicy stosowali różne metody dla zmylenia czujności służb granicznych. Pomysłowością wykazali się ukraińscy przewoźnicy, których ciężarówki wypełnione były metalowymi odpadami. Pod nimi właśnie celnicy znaleźli papierosy warte ponad 100 tysięcy złotych. Tytoniową kontrabandę ujawniono również w drewnianych paletach załadowanych na ciężarowe Iveco oraz w podwójnej podłodze i w przerobionym baku paliwa ukraińskiego busa. (Nowiny)

J A R O S Ł A W

Były rektor atakuje...
* Po raz kolejny obecny rektor jarosławskiej uczelni zaprasza redakcję Telewizji Trwam i Radia Maryja do Jarosławia. Te jednak są głuche na zaproszenia, a swoje miejsce antenowe udostępniają byłemu rektorowi Antoniemu Jaroszowi. Rozmowy niedokończone - nocna audycja w Radiu Maryja tuż przed świętami Bożego Narodzenia w całości poświecona została problemom jarosławskiej uczelni. Ale nie tym faktycznym problemom, z którymi borykają się nowe władze uczelni, lecz z tymi wyimaginowanymi przez poprzednich rządzących rektorów, czyli Antoniego Jarosza i jego zastępcę Łukasza Czumę. A tych problemów, według dwóch poprzednich rektorów wspieranych przez członków Stowarzyszenia Obrony i Rozwoju Polski (broniącego byłego rektora - wyj. red.) jest bez liku. To m.in. zwolnienie 12 profesorów zatrudnionych przez A. Jarosza, roztrwonienie pozostawionego przez niego majątku uczelni w kwocie jednego miliarda złotych, brak inwestycji, usunięcie obrazów rektora, ks. Bronisława Markiewicza czy Jana Pawła II ze ścian rektoratu.
- Nie możemy pozostać obojętni na takie zarzuty. Uczelnia przeżywa ogromne problemy, ale wszystkie są wynikiem poprzedniej działalności byłego rektora. Mimo tego rozwija się, a obecne władze czynią starania o utworzenie kolejnych kierunków i prowadzą nowe inwestycje, na przykład budowę wielofunkcyjnego boiska sportowego. Mamy pozwolenia na budowę biblioteki i uczelni, remont budynku kina, ale nie możemy ich prowadzić, ponieważ do czasu wyjaśnienia polityki finansowej byłego rektora zablokowano nam pieniądze - tłumaczy rzecznik uczelni Marian Janusz. Władze uczelni ustosunkowały się do zarzutów byłego rektora na stronie internetowej. W ubiegły piątek nad tym problemem debatował senat i konwent uczelni. Ich członkowie wspólnie wystosowali swoją dezaprobatę do ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Na razie dementują informacje przekazywane przez poprzedników: - Z uczelni odeszło czterech profesorów, ale dwóch za porozumieniem stron, jeden ze względu na wiek, jeden z powodu braku kompetencji. W okresie od 7 października 2005 nowy rektor przyjął piętnastu nowych profesorów i doktorów habilitowanych - informuje M. Janusz. Rzecznik dementuje również zarzuty byłego rektora, że na uczelni pracuje ok. 900 osób: - Obecnie zatrudnionych jest 286 pracowników dydaktycznych i 127 pracowników administracyjnych. Zatrudnione są również osoby spokrewnione z eksrektorem Jaroszem. Na antenie radia padły również nieprawdziwe informacje dotyczące majątku uczelni, że wynosił on jeden miliard złotych. Jest to nieprawdą, bo w momencie odejścia byłego rektora majątek wyceniony był na 37,6 mln złotych. W 2006 roku wzrósł o 2,7 mln zł - prostuje M. Janusz. Tak samo tłumaczy informację o zniknięciu obrazów: - Wszystkie wiszą w sali senackiej w budynku rektoratu, to można najprościej sprawdzić - mówi. (Życie Podkarpackie)

* Po informacji o robakach w posiłkach dostarczonych do jarosławskiego szpitala firma dostarczająca żywność przeprowadziła gruntowne kontrole zmagazynowanych produktów. Impel Catering nie stwierdził obecności szkodników. Jednak firma zwróciła producentowi partię płatków owsianych, z których przygotowano budzącą zastrzeżenia pacjentów zupę.
- Przygotowane przez nas posiłki spełniają wymogi zdrowotne oraz kaloryczne. Przygotowywane są pod stałym nadzorem. Również miejsca przechowywania są nadzorowane - mówi Marek Hołówko, dyrektor Makroregionu Południowego Impel Catering. Dyrektor zwraca uwagę, że posiłki są dostarczane do kuchenek oddziałowych szpitala w szczelnie zamkniętych naczyniach. Tam rozdziałem żywności zajmuje się szpitalny personel.
- Ubolewamy, że mimo wszystkich zabezpieczeń doszło do tego incydentu. Zapewniam, że dołożymy wszelkich starań, aby zapobiec tego typu sytuacjom w przyszłości - stwierdza Hołówko. (Nowiny)

* Zabytkowy mur obronny, jaki robotnicy odkopali w minionym roku podczas prac modernizacyjnych, został zabezpieczony przed korozją i opadami. O tym, czy zabytek zostanie wyeksponowany, czy zasypany - zadecydują radni. Fragmenty muru odkopane za halą targową, na polecenie wojewódzkiego konserwatora zabytków zostały zbadane pod względem archeologicznym. Edmund Mitras, archeolog z Pracowni Badań i Nadzoru Archeologicznego w Lublinie stwierdził, że odkryty budynek leży w południowej linii obrony późnośredniowiecznego i nowożytnego miasta. - Uznał on, że arsenał pochodzący z XVII wieku jest niezwykle cennym świadectwem bogatej przeszłości Jarosławia i jednym z nielicznych zachowanych elementów jego systemu obronnego. W okresie, który reprezentuje, według archeologa, był to zapewne jedyny taki budynek w mieście - przytacza opinię rzecznik burmistrza Jarosławia Zofia Krzanowska. Kolejnym krokiem, który miał stwierdzić, że relikty muru obronnego mają wartość archeologiczną, było sporządzenie protokołu przez rzeczoznawcę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prof. Ireneusz Płuska wskazał w nim dwa rodzaje zabezpieczenia tego muru. - Pierwszy bardziej reprezentacyjny to wyeksponowanie muru jako stałej ekspozycji w centrum miasta. Przy tym rozwiązaniu należałoby pogłębić wykopy tak, by odsłonić arkady. To oczywiście wymaga odpowiednich nakładów finansowych. Drugi sposób tańszy, ale za to nieporównywalny pod względem historycznym, po prostu zasypanie murów. To pozwoliłoby jedynie zachować mur w dobrym stanie dla przyszłych pokoleń - wyjaśnia Krzanowska. Na co zdecydują się radni, jeszcze nie wiadomo, ponieważ sprawa dopiero w tym roku stanie się przedmiotem dyskusji podczas obrad rady miasta. (Życie Podkarpackie)

* W Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu nie ma już felernych strzykawkowych pomp infuzyjnych DUET 20/50 firmy Kwapisz-Pompy Infuzyjne. Urządzenia wyprodukowane w 2000 roku okazały się wadliwe.
- Dlatego prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych nakazał wycofanie ich z użytku - poinformował nas Janusz Szynal, dyrektor jarosławskiego COM-u. W Jarosławiu funkcjonowały dwa takie urządzenia. (Nowiny)

R E G I O N

Sprawdzają przeszłość urzędników
* Termin składania zapytań o niekaralność pracowników samorządowych na stanowiskach urzędniczych minął w środę. Urząd Miasta Przemyśla wystosował wczoraj wnioski dotyczące 307 osób. W Urzędzie Marszałkowskim sprawdzono 322 osoby.
- Otrzymaliśmy już odpowiedzi na temat wszystkich urzędników. Nie byli karani - dodaje Aleksandra Zioło, rzecznik marszałka. W Urzędzie Miasta Rzeszowa weryfikowano 360 osób. Z UM Przemyśla dopiero wczoraj wystosowano 307 zapytań do Krajowego Rejestru Sądowego. W Krośnie trzeba sprawdzić 109 urzędników.
- Na razie nie mamy jeszcze wszystkich odpowiedzi - dodaje Joanna Sowa, rzecznik Urzędu Miasta w Krośnie. Na odpowiedź dotycząca 196 osób czeka także UM w Tarnobrzegu.
- Nie wiemy, kiedy otrzymamy informacje. Ze względu na duża ilość zapytań KRS jest przeciążony - wyjaśnia Józef Michalik, rzecznik prezydenta Tarnobrzega. Niekaralność urzędników sprawdzana była zgodnie z ubiegłoroczną ustawą o pracownikach samorządowych. Osoby karane stracą pracę w Urzędzie. Uzyskanie informacji z Krajowego Rejestru Sądowego o niekaralności kosztuje 50 zł od osoby. Pieniądze pochodzą z budżetu samorządów. (Nowiny)

* Mieszkańcy regionu zgłaszają się do laboratoriów sanepidu. Tu, za darmo, można zrobić test na obecność HIV. Wirus, nie jest już tylko chorobą narkomanów. Zarazić się możne niemal każdy. Ludzie, którzy zgłaszają się do sanepidu chcą się profilaktycznie przebadać. Panika wybuchła po tym, jak media podały, że mieszkający w Warszawie Kameruńczyk, Simon Moleke zaraził kilkadziesiąt Polek. W punkcie, który działa przy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej Rzeszowie, dwa lata temu test na HIV zrobiło ponad 200 osób. W ub. roku już 350.
- W ostatniem tygodniu o badania pytało znacznie więcej osób niż zwykle. Myślę, że ma to związek z ujawnieniem sprawy Kameruńczyka. Ludzie uzmysłowili sobie, że AIDS to choroba, która może dotknąć każdego - przyznaje Waldemar Burzyński, zastępca Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego. Badania można zrobić w każdy czwartek. Za test się nie płaci, nie trzeba podawać nazwiska. Na wynik czeka się maksymalnie tydzień.
- Punkt działa po godzinach pracy stacji. Dlatego badani nie muszą obawiać się, że spotkają tu kogoś znajomego czy, że będą obserwowani przez pracowników - dodaje W. Burzyński. HIV to choroba nie tylko narkomanów i osób prowadzących bujne życie erotyczne. Zarazić się może niemal każdy. Wystarczy, że mamy niewiernego partnera.
- Badaliśmy m. in. mężczyznę, który ratował rannego w wypadku samochodowym i miał kontakt z jego krwią. Pewna kobieta ukłuła się igłą sprzątając kosz. Inna chciała się upewnić, że nie zaraziła się HIV od Amerykanki, którą pielęgnowała za granicą - wylicza Burzyński. Ze statystyk wynika, że w regionie wirusem zarażonych jest ponad 180 osób. Faktyczna liczba nosicieli jest jednak prawdopodobnie trzy razy wyższa! Nie wiedzą, że są zarażeni i nieświadomie mogą przekazywać chorobę kolejnym osobom. (Nowiny)

To już epidemia?
* Lekarze oddziałów dziecięcych w całej Polsce są przerażeni. Od listopada praktycznie nie mają wolnych łóżek. Tak wiele maluchów choruje na zapalenie płuc. Na oddziale dziecięcym w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie - komplet małych pacjentów. 109 łóżek jest zajętych. Z tego 1/3 przez dzieci z zapaleniem płuc.
- Miesięcznie mamy na oddziale ok. 600 dzieci, z tego 200 leczymy z zapalenia płuc - mówi ordynator dr Józef Rusin - Przeważają niemowlaki i dzieci w okresie tzw. żłobkowo - przedszkolnym. Starsze, z reguły, mogą być leczone w domach. Na oddziale pediatryczno - pulmonologicznym w rzeszowskim Szpitalu Miejskim także spory ruch.
- Choć to dopiero początek miesiąca, to już z zapaleniem płuc było u nas 21 dzieci. Tak sytuację mamy od końca listopada - mówi dr Anna Szylar, ordynator. - Leżą u nas dzieciaki w różnym wieku, często po 2-3 z rodziny. Choć zapalenie płuc kojarzymy zazwyczaj z uporczywym, męczącym kaszlem to u najmłodszych nie musi on wystąpić.
- 30 proc. dzieci, które do nas trafiły nie kaszlało, a tylko mocno gorączkowało. Tak bywa - tłumaczy dr. Szylar. - Rodzice widzieli jednak, że dzieci źle się czują, bo osłabione "pokładały się", były apatyczne, nie miały apetytu. Lekarze zwracają uwagę na nietypową jak na zimę ciepłą pogodę. Nie ma mrozu, wirusy więc szaleją. Najłatwiej się zarazić w żłobku lub przedszkolu.
- Mamy skarżą się, że widziały jak inni rodzice chore i gorączkujące dzieci prowadzili do żłobka wręczając opiekunom leki. Tak nie powinno być - uważa dr. Szylar. - Warto także pamiętać, aby nie przegrzewać pociech. Rodzicom trudno się przestawić, że w połowie zimy powinni lżej ubierać dzieci. A spoconego malucha, wystarczy, że lekko owieje wiaterek i już infekcja gotowa. (Nowiny)

Kronika kryminalna

* 7 stycznia w Jarosławiu 15-latek podkradł swojemu ojczymowi kluczyki od lexusa wartego 180 tys. zł, po czym uruchomił auto i wraz z 16-letnim kolegą ruszył na przejażdżkę. Jednak nie ujechali daleko. Na ul. Pogodnej chłopak stracił panowanie nad pojazdem i doprowadził do jego dachowania. Chłopcom nic się nie stało. Porzucili uszkodzone auto i uciekli.

* 6 stycznia policjanci z posterunku w Krasiczynie ustalili sprawcę włamania do jednego z mieszkań w Brylińcach. Włamywaczem okazał się 14-letni Adam D. z Olszan. Policjanci odzyskali 1200 złotych, które chłopak ukradł.

* W nocy z 5 na 6 stycznia w Przemyślu nieznany sprawca wybił 34 szyby w oknach Zespołu Szkół Ogólnokształcących przy ul. Słowackiego. Straty oszacowano na ponad 800 zł.

* 3 stycznia funkcjonariusze straży granicznej na przejściu w Korczowej zatrzymali 26-letniego Rosjanina, mieszkającego na stałe w Niemczech, który był poszukiwany międzynarodowym listem gończym przez Interpol.

źródło: www.podkarpacka.policja.gov.pl, Życie Podkarpackie)

Reklama